Już jakiś czas temu Sejm rozpoczął prace nad nowelizacją ustawy o własności lokali. Sama w sobie nowelizacja jest bardzo skromna – raptem jeden nowy artykuł i dwa nowe ustępy. Jednak jest ona niezwykle istotna dla wszystkich tych nieruchomości, w których funkcjonują tzw. wspólnoty garażowe.

A cóż to takiego? Jeśli nie wiesz, to znaczy, że nigdy nie zetknąłeś się z tym niezwykle poważnym problemem, który w wielu nowo budowanych blokach czasami wręcz paraliżuje działanie wspólnot.

Deweloperzy zbywają w stawianych przez siebie budynkach miejsca parkingowe, które – prawnie rzecz ujmując – stanowią część ułamkową jednego ogromnego lokalu – garażu wielostanowiskowego. Jak w przypadku każdego innego samodzielnego lokalu, także z takim garażem związany jest udział w nieruchomości. Biorąc pod uwagę metraż takich garaży, udział ten jest zwykle znaczny. A jednocześnie taki garaż ma kilkudziesięciu, a często i kilkuset współwłaścicieli!

I tu jest pies pogrzebany…

Bo skoro lokal ma kilku(set) współwłaścicieli, to muszą oni w każdej sprawie działać wspólnie. Jak się zapewne domyślasz, to praktycznie niemożliwe. Nawet w małych wspólnotach zdarza się, że trudno jest zebrać w jednym miejscu i czasie wszystkich właścicieli (lub współwłaścicieli lokali). W przypadku wspólnoty garażowej trzeba nie tylko zgromadzić właścicieli mieszkań, czy lokali użytkowych, ale i wszystkich (lub co najmniej większość) współwłaścicieli garażu. Oczywiście wystarczyłby jeden z nich, o ile wszyscy pozostali udzieliliby mu pełnomocnictw. Co jest równie mało realne.

Dlatego często w budynkach, w których są garaże wielostanowiskowe, wspólnoty nie są w stanie podejmować uchwał. Jest to trudne do przeprowadzenia nawet w drodze indywidualnego zbierania głosów. Jeśli bowiem udział w nieruchomości wspólnej przypadający na garaż wynosi ok 30%, brak jednomyślnej (lub większościowej) decyzji „garażowców” może sprawić, że żadna uchwała nie uzyska wymaganej większości.

Na ten pat postanowił zaradzić nasz ustawodawca proponując nowelizację, z którą możesz się zapoznać tutaj. Z uzasadnienia projektu wynika wprost, że celem zmiany jest właśnie usprawnienie funkcjonowania wspólnot, w których istnieją garaże wielostanowiskowe. Zmiana jest o tyle rewolucyjna, że odchodzi od dotychczas wypracowanego w orzecznictwie sądów stanowiska, iż jeśli lokal jest przedmiotem współwłasności, to związany z nim udział w nieruchomości wspólnej nie dzieli się na dalsze ułamki między poszczególnych współwłaścicieli, lecz przysługuje im niepodzielnie wspólnie (zobacz na ten temat wpis: Gdy lokal ma kilku właścicieli). Ustawodawca przyjął, że w przypadku współwłasności lokalu w częściach ułamkowych także udział w nieruchomości wspólnej będzie się „dzielił” między współwłaścicieli proporcjonalnie do ich udziałów w lokalu. To oznacza, że każdy z nich będzie miał swój „własny” głos na zebraniu właścicieli!

Pozwól, że wyjaśnię to na przykładzie garażu wielostanowiskowego: załóżmy, że garaż ma 80 współwłaścicieli, a związany z nim udział w nieruchomości wspólnej wynosi 40%. To oznacza, że każdy współwłaściciel garażu ma 0,5% udziału w nieruchomości wspólnej, bo 40%/80 = 0,5%.

Co istotne, powyższe zasady nie mają zastosowania w przypadku głosowania „jeden na jeden”. Tu ustawodawca przyjął, że współwłaściciele w celu oddania głosu przypadającego na ich lokal muszą ustanowić pełnomocnika. Moim zdaniem ma to sens, ponieważ w przeciwnym wypadku „garażowcy” zawsze przegłosowaliby resztę, a po drugie znów trudno byłoby uzyskać 50% + 1 głosów z uwagi na trudność z zebraniem głosów od wszystkich współwłaścicieli.

I jeszcze jedna istotna uwaga: proponowane w nowelizacji zasady dotyczą wyłącznie współwłasności w częściach ułamkowych. To oznacza, że nie będą miały zastosowania do lokali, które są współwłasnością małżeństw, bo tam co do zasady istnieje tzw. współwłasność łączna (o ile małżonkowie nie zawarli intercyzy). W małżeństwach wszystko zostaje po staremu.

Nowelizacja jest obecnie po pierwszym czytaniu w komisjach sejmowych. Czekam z niecierpliwością na jej uchwalenie, bo to krok w dobrym kierunku.

Kiedyś pisałam o bieganiu. I o tym co się stanie jeśli biegając wpadniesz w dziurę w chodniku. A przede wszystkim o tym kto za to odpowiada. Dziś zimowa odsłona tej historii. Bo przecież żeby zimą złamać nogę na śliskim chodniku nie trzeba po nim biegać. Kto w takim przypadku będzie odpowiadać za stan chodnika, a co za tym idzie, za Twój ból, cierpienie i utracone zarobki?

Zasada odpowiedzialności jest taka sama jak latem czy w pozostałych porach roku, co oznacza, że za stan drogi i chodnika odpowiada zarządca drogi. W przypadku drogi ptywatnej jej właściciel lub zarządca, o ile został ustanowiony.  Obowiązki co do należytego stanu drogi i chodnika określa natomiast rada gminy lub miasta w regulaminie utrzymania czystości i porządku na jej terenie.

Wczoraj natknęłam się na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach w tej sprawie. Wskutek skargi prokuratora rejonowego Sąd badał czy gmina jest uprawniona do nałożenia na właścicieli nieruchomości obowiązku „podjęcia działań usuwających lub co najmniej ograniczających śliskość z części nieruchomości służących do użytku pieszego oraz z chodników położonych wzdłuż nieruchomości”.

Otóż, zdaniem WSA gmina takiego obowiązku na właścicieli nieruchomości nie może nałożyć, gdyż nie uprawnia jej do tego ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Zgodnie z jej treścią gmina w regulaminie określa m.in. zasady uprzątania błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z części  nieruchomości służących do użytku publicznego.

Stąd wynika, że gmina może zobowiązać Cię do usunięcia lodu i śniegu. Nie może jednak wymagać by chodnik, którego jesteś właścicielem nie był śliski! Przecież to takie logiczne…

Moim zdaniem jest to jeden z wielu niestety przykładów braku racjonalności ustawodawcy. Przepisy powinny być tworzone bez zbędnej kazuistyki, jednocześnie na tyle precyzyjnie by ograniczyć wątpliwości interpretacyjne. Jak widać w przypadku śliskiego chodnika, to nie zawsze się udaje.

Najciekawsze jest jednak to, że jeśli na śliskim chodniku ktoś się przewróci i złamie nogę, odpowiedzialność za to poniesie… zarządca drogi, choć z regulaminu utrzymania czystości i porządku to nie wynika, a przynajmniej wynikać nie może. Tak czy siak chodnik śliski być nie powinien. 🙂

Decyzje małej wspólnoty

Przeglądając statystyki bloga zauważyłam, że często w wynikach wyszukiwania, które Cię interesują, pojawia się pytanie o głosowanie lub uchwały w małej wspólnocie.

Wyjaśnię to raz na zawsze: jeśli w małej wspólnocie właściciele nie wprowadzili szczególnych, odmiennych od ustawowych, zasad zarządu nieruchomością wspólną, to w takiej wspólnocie nie podejmuje się uchwał i nie głosuje się.

Jak zatem podejmuje się decyzje w małych wspólnotach? Wszystko zależy od tego czy sprawa, o której mają decydować właściciele należy do spraw zwykłych czy do niezwykłych (więcej na ten temat przeczytasz we wpisie Zarząd „zwykly” i „niezwykły”).

W przypadku czynności niezwykłych do ich dokonania konieczna jest zgoda wszystkich członków wspólnoty. To oznacza, że jeśli na przykład chcesz zawrzeć umowę o zarządzanie z zewnętrznym podmiotem, albo chcesz dokonać przebudowy nieruchomości i zamierzasz złożyć w tym celu wniosek o pozwolenie na budowę, to na każdym z tych dokumentów  (odpowiednio: na umowie lub wniosku) powinni się podpisać wszyscy właściciele.

Oczywiście – jak w każdej sprawie – właściciele mogą tu działać przez pełnomocników, więc może się zdarzyć, że podpisów będzie mniej niż członków wspólnoty. Jednak w takim przypadku należy powołać się na pełnomocnictwo, a najlepiej dołączyć do dokumentu jego odpis.

Inaczej działa to w sprawach zwykłych. Tu potrzebna jest tylko zgoda większości członków wspólnoty. Pamiętaj jednak, że nie chodzi tu o większość w znaczeniu liczby osób, ale o taką grupę członków małej wspólnoty, która łącznie posiada pond 50% udziałów w nieruchomości wspólnej.

I tak jeśli na przykład członkowie wspólnoty zechcą wynająć lokal będący częścią nieruchomości wspólnej, wówczas na umowie najmu wystarczą wyłącznie podpisy tych, którzy reprezentują 50% + 1 udziałów  w nieruchomości, a nawet podpis jednego członka wspólnoty, jeśli posiada pełnomocnictwa większości.

Powyższe zasady obowiązują także w nieruchomościach będących przedmiotem zwykłej współwłasności, gdzie nie ma wyodrębnionych lokali.

A jeśli w przypadku małych wspólnot, jak i współwłasności spotkasz się z uchwałą? Uznaj to za skrót myślowy i pamiętaj, że członkowie małych wspólnot nie głosują i w związku z tym nie podejmują uchwał.

 

Róża

Z radością oznajmiam wszystkim sympatykom, czytelnikom i przyjaciołom, że moja młodsza córeczka Różyczka jest już od soboty z nami.

🙂

Teraz się poznajemy w domu i potrzebujemy na to troszkę czasu. Dlatego też proszę o wyrozumiałość, jeśli w najbliższym czasie będzie mniej wpisów, a odpowiedzi na komentarze i zapytania z bloga będą się pojawiać z pewnym opóźnieniem.

Pozdrawiam

Ciężkie życie „frankowiczy”

Gdy wczoraj usłyszałam o decyzji Banku Szwajcarskiego i kursie franka, błogosławiłam moment, w którym udało się nam (tzn. mnie i mojemu mężowi) sprzedać mieszkanie i spłacić dwa kredyty frankowe, czyli grudzień 2013 roku. Zaraz potem pomyślałam o wielu bliskich mi osobach, które nadal są „frankowiczami”… I na pewno dziś nie chciałabym być na ich miejscu. Pamiętam jeszcze czasy, gdy każdy dzień  mój mąż zaczynał od sprawdzenia kursu franka…

Wielu właścicieli lokali, a zatem członków wspólnot ma takie kredyty, stąd pomyślałam, że jeśli jesteś frankowiczem, to przyda Ci się kilka słów otuchy.

Po pierwsze, sama byłam zaskoczona, gdy w przypadku moich kredytów okazało się, że mimo wysokiego kursu kredyt frankowy był nadal tańszy niż złotówkowy, a różnica wynosiła kilkaset złotych miesięcznie. Warto więc zrobić takie obliczenie – można poczuć się trochę lepiej.

Po drugie, nie tak dawno pojawił się pierwszy – wprawdzie nieprawomocny – wyrok, zgodnie z którym bank nie może dowolnie narzucić kursu franka, po którym należy spłacić kredyt w przypadku jego wypowiedzenia. Nadto szereg postanowień umów kredytowych zawieranych przez frankowiczów zostało uznane przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów za tzw. niedozwolone klauzule umowne, co również chroni kredytobiorców.

Po trzecie nie mogę nie wspomnieć o problemie, który nam też spędzał sen z powiek – co się stanie, jeśli bank uzna, że wskutek wzrostu kursu franka konieczne jest dodatkowe zabezpieczenie kredytu. Wprawdzie umowy kredytowe zwykle zawierają postanowienia pozwalające bankowi na takie żądanie, czy też na sprawdzenie zdolności kredytowej w każdym czasie, jednak w praktyce banki rzadko z nich korzystają. A jeśli Twój bank akurat postanowi to zrobić, nie wahaj się z nim walczyć. Jak się okazuje, według sądów bankom nie wszystko wolno. A skoro nakłoniły Cię do zawarcia ryzykownej umowy, to powinny również ponieść chociaż część ryzyka.

Jeśli masz kredyt we franku, życzę Ci szybkiego uspokojenia kursu, bo według ekspertów ten aktualny nie powinien długo się  utrzymać.