UWAGA! Dodatkowy termin szkolenia

Bardzo dziękuję za zainteresowanie szkoleniem w sprawie zebrań ogółu właścicieli lokali i uchwał właścicieli.

Z uwagi na dużą ilość zgłoszeń zdecydowałam się poprowadzić dodatkowe szkolenie na ten temat w dniu 30 listopada 2016 r. o godzinie 9.00.

Szczegóły znajdziesz w tym linku.

Do zobaczenia!

Udostępnianie danych właścicielom lokali

Było to tak:

Wspólnota chciała zmienić zarządcę. Ale zarządca nie chciał na to pozwolić i nie zwoływał zebrania. Więc właściciele postanowili zrobić to sami (mogli? Mogli.). Ale by zróbcie to skutecznie, konieczne było zawiadomienie o zebraniu wszystkich członków wspólnoty. Do tego właściciele potrzebowali danych osobowych – imion, nazwisk i adresów dla doręczeń wszystkich członków wspólnoty.

Pomyśleli więc – skąd wziąć te dane? Oczywiście od zarządcy. Poprosili więc o informacje. I jej nie otrzymali. Zarządca powołał się na ustawę o ochronie danych osobowych.

Czy zarządca miał rację? Nie.

Oczywiście zarządca, który w tym przypadku działa zazwyczaj jako podmiot przetwarzający dane osobowe, może przetwarzać dane, w tym m.in. udostępniać je na zasadach i w sposób określony w umowie z administratorem danych czyli wspólnotą. Jednakże jeśli wspólnota powierza zarządcy przetwarzanie danych osobowych swoich członków, to czyni to w celu sprawowania zarządu. Skoro tak, to każdorazowo zarządca powinien ocenić czy przetwarzanie danych jest uzasadnione tym celem.

Jaki był cel właścicieli, którzy chcieli otrzymać dane innych nieznanych sobie członków wspólnoty? Zwołanie zebrania, a w dalszej kolejności zmiana zarządcy. Czynności, które bez wątpienia są wyrazem realizacji uprawnień dotyczących zarządu nieruchomością wspólną. Nie chodziło przecież o zaproszenie na pieczonki albo wysyłanie kartek świątecznych…

Zarządca postąpił zatem bezprawnie pozbawiając właścicieli lokali prawa do kontroli swoich działań, które przyznaje im ustawa o własności lokali. To kolejny kamyczek, który prędzej czy później doprowadzi do zmiany zarządcy w tej wspólnocie. I to w istocie jedyna sankcja dla zarządcy za to, że zachował się sprzecznie z prawem.

Pamiętaj – jeśli chcesz uzyskać od zarządu wspólnoty lub od zarządcy informacji, masz do tego prawo. Także jeśli te informacje są danymi osobowymi. A jeśli zarząd lub zarządca odmówią,  zwróć się z zapytaniem do GIODO. Powołując się na jego stanowisko będziesz miał argument, z którym trudno polemizować.

Zarządco – pamiętaj i Ty. Jeśli właściciele zwracają się do Ciebie o dostęp do dokumentów, powinieneś je nie tylko okazać, ale i pozwolić na ich skopiowanie. Możesz jednak pytać o cel, dla którego właściciel domaga się wglądu w dokumentację. Możesz także sporządzić notatkę czy protokół takiego udostępnienia, tak by w przyszłości móc wykazać komu, kiedy, dlaczego i jakie dokumenty udostępniłeś.

Już niedługo koniec roku. A zaraz potem gorący okres dla wspólnot mieszkaniowych i ich zarządców – zebrania.

Jeśli jesteś zarządcą i przygotowujesz się do zebrań z pewnością chętnie dowiesz się jak prawidłowo i sprawnie zwołać i przeprowadzić zebranie ogółu właścicieli lokali. Na pewno zainteresują Cię także informacje o tym, jak w dużych wspólnotach podejmować uchwały.

O tym wszystkim będę mówić na szkoleniu, które odbędzie się już 24 listopada 2016 r. w Katowicach o godzinie 10.00.  Tym razem do współpracy zaprosili mnie: Krajowa Izba Gospodarki Nieruchomościami oraz Stowarzyszenie Ekspertów Rynku Nieruchomości.

Wszelkie szczegóły dotyczące szkolenia, w tym jego program, znajdziesz na stronach KIGN oraz SERN.

Do zobaczenia.

Rysujemy kredą chodniki

Była sobie kiedyś Julka, która bardzo lubiła rysować. Pewnego dnia dostała od babci pudełko kredy. Babcia opowiedziała jej, że gdy mama była mała, dzieci rysowały kredą po chodnikach.

Julka postanowiła spróbować… Było świetnie. Miejsca do rysowania było mnóstwo, o wiele więcej niż na kartkach (ale Julka pamiętała, że nie może rysować po ścianach – w domu też obowiązywała taka zasada). No i rysowało się zupełnie inaczej. Można było stworzyć naprawdę piękny świat, który na dodatek razem z rodzicami i babcią mogła podziwiać z okna swojego pokoju. Oczywiście do pierwszego deszczu, bo babcia uprzedziła Julkę, że taki deszcz zmyje jej rysunki.

Okazało się jednak, że nie wszystkim rysunki Julki się podobały… Sąsiedzi powołując się na jakiś regulamin wzywali jej rodziców, by nie czekając na deszcz usunęli rysunki. I do tego jeszcze napisali, że jeśli rodzice mają kłopot z zakupem kartek to chętnie pomogą…

Julce było przykro.

Aż tu nagle po tygodniu pod dom Julki przyjechało wielu ludzi. Byli uśmiechnięci, było wśród nich wiele dzieci – niektóre starsze od Julki, a niektóre całkiem malutkie. Rysowali pół dnia na chodniku pod jej blokiem. Powstały przepiękne rysunki. I nawet przyjechał taki pan z telewizji, Filip.

Julka była szczęśliwa…

——-

Ta historia jest prawdziwa (choć oczywiście parę faktów, jak choćby ten o babci, dodałam od siebie – ale kto wie, może to babcia dała Julce kredę). Poza tym wyobraziłam sobie, że Julka ma niewiele więcej lat niż moja 5-letnia Maja (a w rzeczywistości ma 13 ;)).

Dlaczego piszę o niej w blogu?

Bo sąsiedzi Julki powołali się na uchwałę w sprawie przyjęcia regulaminu osiedla. Mogę założyć, że wpisano w nim między innymi zakaz „malowania kredą po chodnikach” (a być może także po drogach wewnętrznych, czy innych elementach części wspólnych).

Czy wspólnota mogła uchwałą przyjąć regulamin zawierający taki zakaz? Jak najbardziej. Czy ten zakaz jest wiążący dla właścicieli lokali – członków wspólnoty? Jak najbardziej.  A czy takie zakazy mają sens? To zależy. W regulaminie można zapisać wszystko. Pisałam już kiedyś o wprowadzanych do regulaminów wspólnot zakazach grillowania na balkonie. W tamtym jednak przypadku sprawa wygląda trochę inaczej, ponieważ balkon w przeciwieństwie do chodnika nie jest tzw. częścią wspólną. To oznacza, że właściciele mogą w uchwale określić zasady korzystania z chodnika w wiążący dla siebie sposób. Pytanie tylko, czy kredowe rysunki (które przecież zmyje pierwszy deszcz) naprawdę muszą być zakazane…

Pamiętaj – jeśli nie zgadzasz się z uchwałą, którą podjęła Twoja wspólnota, także w sprawie regulaminu osiedla, możesz ją zaskarżyć. Jeśli tego nie zrobisz, taka – niekoniecznie rozsądna – uchwała będzie wiążąca. I tylko nowa uchwała właścicieli będzie mogła ją zmienić. Więcej na ten temat przeczytasz w kolejnym wpisie o tym dlaczego warto zaskarżyć uchwałę wspólnoty.

Historia pewnego górnika

Był sobie kiedyś Józef Wieczorek.

Za Wikipedią: urodził się w 1893 roku w Zawierciu. Mając 14 (!) lat zaczął pracować jako górnik w kopalni „Giesche”  i zamieszkał w Giszowcu, który jest w tej chwili dzielnicą Katowic.  Był organizatorem rewolucyjnego ruchu robotniczego oraz członkiem „Spartakusa” w 1918 roku; w tym czasie wstąpił również do KPD (Komunistyczna Partia Niemiec).

Kierował robotniczymi strajkami na Górnym Śląsku i był tam jednym z czołowych działaczy komunistycznych. Uczestniczył w III powstaniu śląskim. Był jednym z twórców i przywódców Komunistycznej Partii Górnego Śląska.  W 1930 roku został wybrany posłem do Sejmu Śląskiego II kadencji. Po rozwiązaniu Sejmu, w listopadzie 1930 został aresztowany, a następnie skazany na dwa lata pozbawienia wolności. W wyniku ucieczki znalazł się w Niemczech, a później ZSRR. W 1934 wrócił do Polski, został aresztowany i osadzony w więzieniu, z którego zwolniono go w maju 1939.

Jesienią 1939 ponownie znalazł się w ZSRR. W 1941 został skierowany do szkoły partyjnej przy Komitecie Wykonawczym Kominternu w Puszkinie koło Moskwy. Był jednym z założycieli Polskiej Partii Robotniczej. W lipcu 1943 został aresztowany w Trzebini przez Niemców podczas próby przekroczenia granicy między Generalną Gubernią a III Rzeszą. Rok później zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz.

Od 1 października 1946 jego nazwiskiem jest nazwana kopalnia Wieczorek. Ta sama, w której jako 14-latek zaczął pracować jako górnik.  W śląskich miastach wciąż jest wiele ulic, (a nawet całe osiedle) noszących jego imię. Jeszcze w latach 90-tych jego imieniem nazwana była obecna Staromiejska w Katowicach. „Wymiotła” go fala pierwszej „dekomunizacji” nazw ulic i placów.

Dlaczego to wszystko piszę? Tak się składa, że swego czasu mieszkałam przy ulicy Józefa Wieczorka. Tak się składa, że nadal mieszkają tam moi rodzice. Tak się składa, że przypadkiem natknęłam się na post znajomego, który mieszka przy tej ulicy i prosił o pomoc. Bo 1 września weszła w życie ustawa „dekomunizacyjna”, a mieszkańcy wcale nie chcą zmiany nazwy ich ulicy.

Ustawa ta daje radom gmin 12 miesięcy na zmianę nazw „budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów upamiętniających osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm lub inny ustrój totalitarny lub propagujące taki ustrój w inny sposób”. Jeśli rada gminy tego nie zrobi to wojewoda wydaje tzw. zarządzenie zastępcze, w którym nadaję nazwę odpowiednią… Ma obowiązek zasięgnąć przedtem opinii IPN, a ewentualnie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Czy Józef Wieczorek obroni się przed wymianą? Z jednej strony bez wątpienia komunista. A jednocześnie powstaniec śląski, co tutaj jest powodem najwyższej chwały i dumy.  Zginął w Oświęcimiu podczas wojny. Walczył o prawa robotników. Ktoś gdzieś napisał, że w latach 80-tych byłby w „Solidarności”…

Mieszkańcy ulicy, którą mam na myśli, chcą walczyć o Wieczorka. O chłopca, który zaczął pracować jako górnik mając 14 lat… Co mogą? Mogą napisać petycję do władz miasta / gminy. Mogą – na wypadek gdyby jednak rada gminy uznała, że Wieczorek to komunista zatwardziały i trzeba go zmienić – zaproponować inną nazwę. Czy rada gminy weźmie ich zdanie pod uwagę? Nie wiem… Nie ma takiego obowiązku. Ale jeśli taką petycję otrzyma, być może zastanowi się, zanim wrzuci Józefa Wieczorka do jednego worka z Dzierżyńskim czy 22 lipca.

I jeszcze ciekawostka – kilkanaście lat temu była próba zmiany nazwy KWK Wieczorek. Jaki był efekt? Przeczytasz tutaj.